Czas na OWRP 2008 – słowo wstępne

poniedziałek, 2 marzec 2009

Po tym, jak opisałem Majówkę w 2008 roku czas najwyższy zająć się zaległym opisem OWRP, który odbyłem w 2008 roku (w kolejce pozostanie jeszcze samotna wyprawa w Świętokrzyskie). Liczę na to, że uda mi się zmobilizować i zakończyć opis tego OWRP zanim zacznie się tegoroczny, choć z przyczyn obiektywnych na pewno w tegorocznym i prawdopodobnie w przyszłorocznym udziału nie wezmę. Najbliższy zaś, którego na dziś nie zamierzam sobie odpuścić, będzie miał miejsce w 2011 roku.

W bliżej nieokreśloną przyszłość oddala się też moja planowana wyprawa do Santiago de Compostela, ale jakiś czas temu doszedłem do wniosku, że nie powinienem się z nią spieszyć, bo jeśli ja odbędę, to jaki mi jeszcze ambitny cel pieszy pozostanie do zrealizowania? Owszem, można sobie wymyślić coś nietypowego: choćby marsz dookoła Polski (oczywiście na raty, bo na raz nie sposób tego zrobić nie dysponując wieloma miesiącami czasu) albo marsz dookoła województwa.

Ten drugi pomysł mnie kusi, ale może też trzeba będzie go rozłożyć na raty, bo może nie być ten marsz taki krótki, jakby się wydawał. Wszystko zależy od tego, jak bardzo trasa mojej marszruty miałaby przybliżać się do kształtu granic województwa. Koncepcje miałem co najmniej dwie: jedna, żeby iść możliwie najbliżej granicy województwa, a druga, żeby przejść przez wszystkie siedziby gmin, które od granicy leżą niekiedy dość daleko (jak dla piechura). Zresztą pomysł ten ewoluował i w pewnym momencie zacząłem się zastanawiać, czy może nie lepiej byłoby tę trasę zrobić na rowerze? Na razie jednak pomysł ten pozostał w sferze mglistych zamierzeń i nie wiem, czy wprowadzę go w czyn.

Ale dość tych obocznych rozważań. Tematem ma być przecież opis OWRP 2008, do którego przejdę jednak dopiero w kolejnej notce. Na razie dodam tylko, jako uzupełnienie wprowadzenia, że moim prywatnym hasłem, pod którym odbyłem OWRP 2008 było “Z depresją na depresję”. Rajd bowiem odbywał się po terenach Powiśla i spory kawałek wędrowaliśmy po terenach położonych poniżej poziomu morza, a ja sam zaczynałem go w dość poważnej depresji. Jednak juz pierwszego dnia humor mi się poprawił. I to paradoksalnie w zderzeniu z tym, co moich współtowarzyszy raczej dobrego humoru pozbawiało.

Widocznie ze mną gorzej już być nie mogło i mogło być tylko lepiej. Okazuje się, że nie ma dla mnie lepszego leku na depresję niż dwa tygodnie spędzone w plenerze, kiedy jednego dnia w butach chlupie woda, przychodzi gigantyczne oberwanie chmury, które przemacza rzeczy uczestników i kiedy zamiast noclegu w namiocie składamy wieczorem swoje utrudzone ciała na stercie zakurzonych dywanów rozłożonych na starym parkiecie hali sportowej, w której miejscami przecieka dach. Po takim początku mogło być już tylko lepiej, ale o tym napiszę w kolejnej notce.

Oceń tę notkę lub blog

Oceń tę notkę lub blog

Zapuściłem trochę ten blog

niedziela, 22 luty 2009

Przyznaję samokrytycznie, że zapuściłem trochę ten blog ostatnio. Nie zawsze starczało mi siły i ochoty na prowadzenie dwóch blogów (czasem brakło ich nawet na jeden). Dlatego dziś będą dwie notki. Oprócz tej później napiszę jeszcze notkę podsumowującą majówkę 2008 roku. (niestety, nie udało się dopisać drugiej notki tego samego dnia). Nie obiecuję jednak poprawy na przyszłość, bo nie jestem prorokiem, żeby wiedzieć z góry, ile czasu i chęci będę miał na pisanie w tym blogu. Mogę jedynie obiecać, że go nie porzucę. Tymczasem jednak napiszę kilka słów o moich planach turystycznych na 2009 rok. A właściwie o części planów, głównie tych, które będę realizował sam (chyba, że ktoś będzie miał ochotę się przyłączyć).

Przede wszystkim dlatego, że nie wybiorę się w tym roku na OWRP (z przyczyn obiektywnych), postanowiłem sobie to jakoś zrekompensować i odbyć IBWRP, czyli Indywidualny BardzoWysokokwalifikowany Rajd Pieszy. Trasę mam wstępnie ustaloną następująco: Sandomierz – Opatów – Ujazd – Staszów – Kurozwęki – Szydłów – Busko Zdrój – Chmielnik – Pińczów – Jędrzejów – Chęciny – Kielce. Trasa jest ambitna i obfitująca w ciekawe miejscowości, ale to dopiero pierwsza przymiarka. Po kolejnych przymiarkach może się okazać, że zostanie ona dość poważnie zmodyfikowana. Przede wszystkim ze względu na możliwości noclegu, ale też i inne czynniki będę brał pod uwagę.

Drugi pomysł to taki mini IBWRP odbyty gdzieś w Kujawsko-Pomorskim. Może nie będzie on taki mini, jeśli chodzi o długość trasy, bo chciałbym przejść co najmniej 150 km, ale traktuję go mniej poważnie niż wyprawę w Świętokrzyskie. Może nawet tak zaplanuję sobie trasę, żeby skończyć go w domu.

Trzecia wyprawa zawiodłaby mnie w okolice Wałbrzycha, gdzie chciałbym zdobyć co najmniej dwa, a może i trzy szczyty do Korony Gór Polskich. Co z tych planów wyjdzie, nie wiem. Wstępnie opracowałem sobie kiedyś trasę na szybkie zdobycie dwóch szczytów położonych dość blisko siebie, ale do trzeciego musiałbym się przemieścić. Czy zdobębę przynajmniej te dwa, o tym zdecyduje wolny czas, którym będę dysponował. Teoretycznie jest do zrobienia nawet w weekend, a najwięcej czasu zajmie dojazd do i powrót z Wałbrzycha.

Oprócz tych planów oczywiście zakładam, że wezmę udział w Majówce 2009, poza tym R. namówił mnie na pielgrzymkę (sic!) na Wschód. Uważam, że każdy ateista powinien odbyć choć raz w życiu odbyć pielgrzymkę. To bardzo utwierdza w niewierze. :D Myślę, że również listopadowe święta uczcimy jakimś wyjazdem z R. i P. a może i w liczniejszym towarzystwie. No i oczywiście ostrzę sobie zęby na Sylwestra w takich samych okolicznościach przyrody jak w zeszłym roku.

Planów, jak widać, mam sporo. Życie je zweryfikuje i pokaże, ile z nich uda mi się wprowadzić w życie. :)

Oceń tę notkę lub blog

Oceń tę notkę lub blog