Majówka 2008 (Międzyzdroje) – część piąta

poniedziałek, 15 wrzesień 2008

Kolejny dzień na szczęście nie był świętem, więc mieliśmy pewność, że nie będzie problemu ze zrobieniem zakupów, choć po doświadczeniach dnia poprzedniego nabrałem przekonania, że nawet w święto nie będzie problemów z zaopatrzeniem. Tego dnia zrobiliśmy sobie dłuższą wyprawę, której końcówka była na dodatek dość forsowna.

Tego dnia zdecydowaliśmy się wybrać na dłuższy spacer. Po wyjściu z miejsca noclegu skierowaliśmy się na południe i przez las skierowaliśmy się w kierunku miejscowości Zalesie. Tutaj czekała nas pierwsza atrakcja w dniu dzisiejszym, czyli pozostałości po wyrzutniach rakiet V3. Doszliśmy do nich górą, gdzie obejrzeliśmy pozostałości po wyrzutniach, a potem zeszliśmy na dół, gdzie za niewielką opłatą mogliśmy obejrzeć zgromadzone w bunkrze eksponaty i wysłuchać prelekcji trochę nawiedzonego kustosza (to chyba właściwe określenie). Facet się nieco jąkał, ale to mi nie przeszkadzało go słuchać. Dużo bardziej uciążliwa była swada z jaką opowiadał. Wydawałoby się, że to dobrze, kiedy ktoś snuje swoje opowiadanie z entuzjazmem, ale wszystko ma swoje granice, po przekroczeniu których zaczyna być uciążliwe. :)

Po wysłuchaniu, co miał do powiedzenia kustosz, ruszyliśmy dalej. Po pewnym czasie doszliśmy lasem w okolice Jeziora Turkusowego. Tutaj najpierw w miejscowości Wapnica posililiśmy się, a potem rozdzieliliśmy. Szóstka z nas postanowiła iść dalej nad jezioro, a pozostali zdecydowali się wrócić autobusem na kwaterę zmęczeni już spacerem. Ja byłem w tej szóstce, która udała się na spacer wokół jeziora.

Warto było. Na poniższym zdjęciu widać panoramę jeziora z punktu widokowego znajdującego się nieopodal jego południowego końca. I choć zdjęcie jest moim zdaniem bardzo dobre, to i tak nie oddaje uroku tego miejsca.

Panorama Jeziora Turkusowego

Panorama Jeziora Turkusowego

Nieopodal punktu widokowego, praktycznie tuż za jego ogrodzeniem, rośnie bardzo ciekawie wyglądające drzewo. Jego niezwykłość polega na tym, że wyrasta z pionowego urwiska i jest zakorzenione na nim bokiem. Na poniższym zdjęciu uwiecznione został ten ciekawy okaz.

Drzewo nad Jeziorem Turkusowym

Drzewo nad Jeziorem Turkusowym

Po obejściu jeziora poszliśmy w kierunku wsi Lubiń na rybkę. Według zapewnień A. miała tam być smażalnia z bardzo smacznymi rybami. I rzeczywiście była, choć musieliśmy do niej dojść kawałek drogi, bo była już właściwie za Lubiniem, a bliżej Wapnicy zlokalizowana przy czymś, co przypominało przystań jachtową. Zamówiliśmy sobie rybki, a w czasie posiłku padła propozycja, żeby wracać pieszo, zamiast autobusem. To był spory kawałek drogi, ale ja się na to zdecydowałem. Ostatecznie podzieliśmy się na dwie grupy. B. z P. poszli na autobus, a ja wraz z J., R. i A. poszliśmy pieszo.

Niestety, wkrótce szybko podzieliśmy się na dalsze dwie grupy. J. tak zasuwał do przodu, że wkrótce zostałem w tyle. W pewnym momencie jednak oni zwolnili, ja przyspieszyłem i zeszliśmy się. Nie na długo, bo J. znowu wystrzelił do przodu, dzielnie sekundował mu R., a A. ostatecznie szedł ze mną. Peleton nam się mocno rozciągnął, ale wszyscy szczęśliwie dotarliśmy do kwatery. Wieczorem zaś wybraliśmy się jeszcze na nocne zwiedzanie Międzyzdrojów, ale o tym napiszę w kolejnej części.

Oceń tę notkę lub blog

Oceń tę notkę lub blog