OWRP 2008 – część trzynasta (Krynica – Piaski – Krynica)
sobota, 29 sierpień 2009
Wspomniałem w poprzedniej notce, że nocleg w Krynicy mieliśmy podwójny. Dlatego po pierwszej nocy mogliśmy cały kolejny dzień poświęcić na buszowanie po okolicy. Jak wykorzystaliśmy ten czas, to można zobaczyć klikając na poniższy link:
Link do opisywanej trasy w serwisie EveryTrail
Zanim zacznę opisywać trasę tego dnia, wspomnę, że tego dnia przeżyłem, nie wiem, czy to odpowiednie określenie, bo potocznie się go nadużywa, ale niech będzie, przeżyłem szok, kiedy zaobaczyłem pierwszą stronę Gazety Wyborczej. Trudno mi było uwierzyć w to, co było tam napisane, a napisane było, że nie żyje prof. Bronisław Geremek.
Tak się składa, że na OWRP dobrowolnie izoluję się od mediów. Internetu z przyczyn oczywistych nie mam, radia ze sobą nie zabieram, gazet nie kupuję. Prognozę pogody odczytuję rano z nieba (niekoniecznie trafnie). Czasem jednak, tak jak w tym przypadku, coś się z tego medialnego szumu przedostaje do mojej świadomości. Tak było tym razem, bo strona GW w żałobnym wydaniu krzyczała niemal do mnie ze stojaka.
Wracając jednak do OWRP, bo o śmierci prof. Geremka napisano od tamtego czasu wiele, a o tej imprezie nieco mniej, wypada napisać, co robiliśmy tego dnia. Otóż rano po zaopatrzeniu się w baterie i inne niezbędne artykuły pierwszej potrzeby wyruszyliśmy w kierunku granicy polsko-rosyjskiej. Jest to jedna z tych granic, które wciąż są dozorowane, więc w dobie Schengen zaliczyć ją można do atrakcji turystycznych.
Wcześniej nasz kierownik trasy proponując obejrzenie granicy prosił, żeby się do samej granicy za bardzo nie zbliżać. Podobno Rosjanie mają przy niej jakieś urządzenia śledzące ruch i każde podejście zbyt blisko powoduje alarm i telefony do polskiej Straży Granicznej. Jak się okazało na miejscu, podejście do samej granicy jest utrudnione, ale o tym napiszę dalej.
Po drodze do granicy nie zdarzyło się nic, co utkwiłoby mi w pamięci na tyle, żebym uważał, że warto o tym napisać. Pamiętam tylko pewne zdziwienie liczbą wejść na plażę, jakie mijaliśmy po drodze w okolicy, którą uważałem za słabo zaludnioną. Chyba nawet w Łebie nie ma tylu.
Może wspomnę też, że kiedy szliśmy, minął nas zmotoryzowany patrol Straży Granicznej, ale najwyraźniej nie wzbudziliśmy w nich podejrzeń, bo nie zatrzymując się pojechali dalej. Później za to my ich mijaliśmy, kiedy zatrzymali i trzepali jakiś samochód.
Do samej granicy nie podeszliśmy, bo wzdłuż granicy wyznaczona jest… ostoja dzikich zwierząt. Dziwna jest ta ostoja, bo ogrodzona płotem. Domyślam się, że ten płot bynajmniej nie ze względu na zwierzęta został postawiony. W każdym razie nie zdecydowaliśmy się iść dalej i zakłócać spokoju zwierzętom czy też Rosjanom. Ja zadowoliłem się zdjęciem na tle tablicy, która co prawda stała już za płotem, ale na tyle blisko, że zdecydowałem się do niej podejść.

Przy granicy polsko-rosyjskiej
Zamiast oglądania samej granicy ograniczyliśmy się do obejrzenia plaży. Płot odgradzający “ostoję zwierząt” był poprowadzony także tutaj. Ale przynajmniej można było rzucić okiem wzdłuż plaży i spojrzeć na rosyjską stronę. Za wiele tam nie zobaczyliśmy, co zresztą obrazuje kolejne zdjęcie.

Plaża w Piaskach - widok na stronę rosyjską
Z plaży poszliśmy kawałek wzdłuż płotu, a potem odbiliśmy na Piaski – najbardziej na wschód wysuniętą miejscowość, a właściwie dzielnicę Krynicy Morskiej. Po drodze spotkaliśmy lochę z małymi dziczkami. A ponieważ nigdzie nie było widać samca, zaczęliśmy żartobliwie spekulować, gdzie może być. Wymyśliliśmy między innymi, że pewnie poszedł z kumplami na piwo. No i udało nam się trafić. Kiedy tylko weszliśmy między pierwsze zabudowania naszym oczom ukazał się zaskakujący widok. To znaczy zaskoczył on mnie i prawdopodobnie także moich towarzyszy, ale z tego, co potem czytałem wnioskuję, że dla miejscowych taki widok to normalka. Otóż ulicą truchtał sobie dzik. To zszedł na chwilę gdzieś w zarośla, to wrócił na jezdnię. R. uwiecznił go na zdjęciu, dlatego mogę go tu przestawić.

Dzik w Piaskach
Myślę, że ten dzik postanowił przejść na wikt mieszkańców Piasek. My także postanowiliśmy coś przekąsić licząc na to, że tutaj może będzie taniej i smaczniej niż w samej Krynicy. Nie wiem, jakie mieli zdanie o obiedzie moi współtowarzysze, bo nawet jeśli ich o to spytałem, to już mi z głowy wyleciało, ale mnie obiad, jaki zamówiłem, smakował. Obiad był jak domowy. A i cena była rozsądna. Niestety, Piaski leżą w takiej odległości od Krynicy, że nie mając własnego środka transportu żywienie się tutaj nie byłoby rozwiązaniem sensownym.
Po obiedzie przyszedł czas na powrót na miejsce noclegu. Powrót na piechotę raczej nie był przez nas brany pod uwagę, chociaż odległość, jaką musielibyśmy pokonać nie była jakaś wyjątkowo duża. Jednak żeby nie iść po własnych śladach, musielibyśmy wracać drogą asfaltową, a to mnie przynajmniej nie pociągało. Wybraliśmy więc inną opcję i wróciliśmy PKS-em. Kurs w stronę centrum Krynicy był o takiej godzinie, że zdążyliśmy akurat zjeść obiad i prawie zaraz po nim wsiadaliśmy do autobusu.
Tego dnia nie zdarzyło się już nic więcej, co warto byłoby opisać. Ciąg dalszy w kolejnej notce.







niedziela, 30 sierpień 2009 at 2:11 pm
Ten dzik,udomowi sie jak nie przestanie biegac po miescie:)
niedziela, 30 sierpień 2009 at 11:34 pm
@Sad.a.5: Ja myślę, że on się już prawie udomowił. :)
piątek, 16 październik 2009 at 8:54 am
Ostoja dzikich zwierząt// hmm. no nie wydaje mi się ;)