OWRP 2008 – część piąta (Nowy Dwór Gdański – Mikoszewo)
piątek, 24 kwiecień 2009
Kolejnego dnia obudziłem się po dość dobrze przespanej nocy w znajomej hali. Tego dnia mieliśmy w planie przejście trasy z Nowego Dworu Gdańskiego do Mikoszewa. Ale chyba na pokuszenie poinformowano nas, że z Nowego Dworu do Mikoszewa można dojechać urokliwą kolejką wąskotorową. Początkowo byłem pełen zapału i chęci, żeby przejść zaplanowaną na ten dzień trasę, ale jednocześnie chciałem się kiedyś przejechać tą kolejką, a krótka analiza wykazała, że obu tych celów na tym OWRP zrealizować się nie da. Ostatecznie, z pewnymi wyrzutami sumienia zdecydowałem się jednak pojechać. To znaczy zdecydowaliśmy się, bo decyzja była wspólna.
Kolejka, o której wspomniałem, porusza się po trasie, która przypomina literę “T”. Jednym końcem tej litery jest Nowy Dwór Gdański (to jest dolny koniec pionowej laski tej litery), dwa inne końce to Mikoszewo (lewy koniec daszka) i Sztutowo (prawy koniec daszka). Skrzyżowanie zaś znajduje się w Stegnie. Kolejka nie kursuje jednak po całej literze “T”, ale rusza rano z Nowego Dworu Gdańskiego do Sztutowa, potem jedzie do Mikoszewa i trasą Sztutowo-Mikoszewo jeździ cały dzionek w tę i z powrotem. Na koniec zjeżdża do Nowego Dworu Gdańskiego, ale nie wiem, czy z Mikoszewa czy ze Sztutowa.
Tak więc podjąwszy decyzję, że jedziemy, wsiedliśmy do pociągu. Biletów nie kupowaliśmy wcześniej, bo te nabywa się u konduktora w czasie jazdy. Pociąg składał się z wagonów pełnych i takich jedynie zadaszonych ze ścianką do połowy wysokości. Ponieważ tego dnia była od rana piękna (może nie od samego rana, ale do tego czasu się wyklarowała), więc wybraliśmy wagon otwarty. Z początku było nas niewiele osób, ale im bliżej było godziny odjazdu, tym więcej przybywało pasażerów i to przede wszystkim naszych współrajdowców. W pewnym momencie pomyślałem nawet, że nikt dziś prawdopodobnie nie pójdzie pieszo do Mikoszewa, tyle się zapakowało OWRP-owiczów. To mnie całkowicie rozgrzeszyło przede samym sobą z decyzji o przejechaniu dzisiejszej trasy.
Trasę przejechaliśmy całą, bo pociąg najpierw zawiózł nas do Stegny, gdzie wykręcił w stronę Sztutowa. Tutaj, co okazało się dwa dni później, mogliśmy obejrzeć miejsce naszego kolejnego noclegu, o czym jeszcze nie wiedzieliśmy. Pociąg bowiem wykręcał niedaleko szkoły, na boisku której spędziliśmy dwie noce. Po zawróceniu pociąg “pomknął” do Mikoszewa, gdzie się z niego wypakowaliśmy. Właściwie to, jeśli dobrze pamiętam, nie dojechaliśmy do ostatniego przystanku, ale wysiedliśmy jeden czy dwa przed końcem.
Poszliśmy odszukać miejsce naszego kolejnego noclegu i zaklepać sobie jakieś dobre miejscówki. Na miejscu, a był to ośrodek wypoczynkowy, było jeszcze sporo wolnego miejsca, choć najlepsze lokalizacje były już pozajmowane. Wybraliśmy sobie jednak dość dobre miejsce na założenie tymczasowego gospodarstwa. Namioty staraliśmy się zawsze rozkładać tak, żeby ich wyjścia były zwrócone do siebie, a same namioty, żeby ograniczały teren czegoś na kształt podwórka. Nie zawsze się to udawało, ale tym razem było to możliwe.
Niestety, początkowo niezbyt szczęśliwie zacząłem rozkładać namiot, bo akurat na najlepszej trasie przejazdu samochodu wożącego nasze bagaże. Po stwierdzeniu naocznie, że inaczej samochód nie przejedzie niż korzystając z mojej namiotowej miejscówki zdecydowałem się na przeprowadzkę nieopodal. Tym razem ustawiłem jedna namiot w takiej pozycji, że między nim, a namiotem R. i P. została dość spora przestrzeń, która nie zniechęcała do przechodzenia przez nasze podwórko. Problem ten rozwiązaliśmy ogradzając przejście linkami od namiotu oraz tabliczką z ostrzeżeniem (na poniższym zdjęciu).

Mikoszewo - noclegowisko
Po zajęciu miejsca, rozłożeniu namiotów obejrzeliśmy warunki sanitarne. Były cywilizowane choć jak zwykle niewystarczające jak na tę liczbę osób, jaka obozowała. Do prysznica była kolejka. Do kibelka niekiedy też. Ale ogólnie było nieźle, bo z prysznica zdarzało się nawet wydusić ciepłą wodę.
Po obejściu terenu uznaliśmy, że warto coś począć z tak dobrze rozpoczętym dniem, bo do wieczora zostało jeszcze ładnych parę godzin. Postanowiliśmy więc trochę pochodzić, żeby jednak poczuć się jak na rajdzie pieszym. Ale o tym, gdzie przeszliśmy i co widzieliśmy, napiszę już w następnej notce.







poniedziałek, 4 maj 2009 at 3:23 pm
Niebezpieczne skarpety:)
wtorek, 5 maj 2009 at 5:46 pm
@Kiljan: Nie, całkiem niegroźne. Świeżo wyprane. :)
środa, 6 maj 2009 at 1:10 pm
No wiesz, ale skarpeta i tak ma w sobie coś złowrogiego :)A jeszcze w sąsiedztwie takiego napisu i rysunku. :)))
środa, 6 maj 2009 at 8:00 pm
I właśnie dlatego została tam zawieszona. Na postrach. ;)