OWRP 2008 – część czwarta (Malbork – Nowy Dwór Gdański c.d. 2)
poniedziałek, 20 kwiecień 2009
Jak napisałem w poprzedniej notce, zdecydowaliśmy się podwieźć sobie tyłki do Nowego Dworu Gdańskiego. Jeśli miałem z tego tytułu jakieś wyrzuty sumienia, to wkrótce się ich pozbyłem. A to za sprawą gwałtownej burzy połączonej z oberwaniem chmury, które spotkały nas po drodze. Na szczęście byliśmy w tym czasie w autobusie i ja bardzo się z tego tytułu cieszyłem, bo lało tak, że przez szyby nie można było chwilami nic zobaczyć poza strugami wody. Ulewa nie skończyła się zanim dojechaliśmy do celu i na dworcu w Nowym Dworze Gdańskim musieliśmy szybko przebiec do budynku. Żeby było zabawniej, deszcz ustał dosłownie kilka minut później.
Poszliśmy zlokalizować nasz nocleg, który, jeśli mnie pamięć nie myli, został wyznaczony na terenie należącym do miejscowego klubu sportowego. Po ulewie, która nas spotkała, straciłem ochotę na spanie pod namiotem. Szczególnie, że deszcz, w znacznie mniejszym już na szczęście natężeniu, powracał. W innych okolicznościach pewnie by mnie to nie zniechęciło, ale jeszcze nie byłem w pełni sił, szczególnie psychicznych.
Kiedy doszliśmy na miejsce noclegu czekały tam nas tam pewne niespodzianki. Część z nich przyjemna, a część wręcz przeciwnie. Do nieprzyjemnych należała ta, że kierownictwo naszej trasy zostało zaskoczone przez załamanie pogody i przez to część bagaży zamokła. Moje bagaże akurat nie zamokły i to była jedna z miłych niespodzianek, jakie mnie tego dnia spotkały. Niestety takiego szczęścia nie miał R. Cześć jego rzeczy, w tym śpiwór, ucierpiała w ulewie. Druga, moim zdaniem bardzo miła, niespodzianka była konsekwencją tej pierwszej. Otóż gospodarze udostępnili nam halę sportową, która znajdowała się na terenie przeznaczonym na nasz nocleg. Bardzo się z takiego obrotu spraw ucieszyłem i zająłem dla naszej trójki strategiczne miejsce w narożniku. Znaleźliśmy tam dwie zakurzone wykładziny, które rozwinęliśmy sobie, żeby nie spać bezpośrednio na parkiecie.
Warunki w gruncie rzeczy były spartańskie, bo i hala nie była pierwszej młodości (m.in. dach przeciekał niedaleko naszych legowisk), do tego wyglądała, jakby dawno nie była używana, bo wszystko było zakurzone i zapuszczone. Ale dla mnie to było lepsze niż najlepszy hotel. Przynajmniej w zderzeniu z perspektywą spędzenia nocy z namiocie. Tego dnia miałem do tej opcji taką niechęć, że cieszyłem się jak diabli, że spędzę noc pod dachem.
Dość sprawnie zagospodarowaliśmy się oddzielając plecakami nasz teren i rozłożywszy na parkiecie wykładzinę w kilku warstwach, żeby było bardziej miękko. Na jednej ze ścian, do której przylegała nasza część hali znajdowały się drabinki, więc R. mógł na nich rozwiesić sobie te rzeczy, które zamokły mu wskutek niefrasobliwości kierownictwa trasy. R. zrobił też zdjęcie naszego kącika sypialnego, więc mogę teraz pokazać, jak wyglądał. Na zdjęciu poniżej.

Kącik sypialny w Nowym Dworze
Po wstępnym zagospodarowaniu się zrobiliśmy jeszcze tego dnia zakupy i zwiedziliśmy miasto (w tym miejscowe muzeum stworzone przez lokalnych pasjonatów). A potem poszliśmy spać po dniu pełnym wrażeń. I tak zakończył się kolejny dzień OWRP 2008.






