OWRP 2008 – część trzecia (Malbork – Nowy Dwór Gdański c.d.)
niedziela, 19 kwiecień 2009
W Nowym Stawie, jak pisałem wcześniej, zrobiliśmy sobie postój. Zdaje się, że nawet razem z popasem, ale nie bardzo potrafię sobie przypomnieć, co i gdzie konsumowaliśmy i czy w ogóle. Ten fragment moich wspomnień jakoś dziwnie zatarł się w pamięci. Pamiętam za to, dzięki zdjęciom zrobionym przez R., że się nieco wzruszyłem pewnym widokiem. Na poniższych zdjęciach prezentuję to, co mnie tak wzruszyło. :)

Słodownia EB w Nowym Stawie
Nie wiem, czy czytający tę notkę pamiętają jeszcze takie piwo, co się nazywało EB. Ja mam do niego sentyment, bo bardzo je lubiłem. To ta firma wypuściła chyba jako pierwsza w Polsce piwo czerwone. Mam nawet etykiety z pierwszej serii. A na poniższym zdjęciu R. uchwycił dla mnie “przeszłości śpiew”, czyli logo EB na nieczynnym już budynku należącym do tej firmy.

Logo EB - wspomnienie przeszłości...
Ale to nie jedyne ciekawe rzeczy, jakie można obejrzeć w Nowym Stawie. Jest ich trochę więcej. Jeden z ciekawych obiektów widać na poniższym zdjęciu. Powiedziano nam na odprawie, że jest to kościół w kształcie ołówka. Okazało się, że to tylko pół prawdy, bo kościół ma kształt dość typowy (to ten obiekt na dalszym planie), a w kształcie ołówka jest jego dzwonnica.

"Ołówek" w Nowym Stawie
Chciałem sobie zrobić zdjęcie z tym ołówkiem. Poprosiłem R., żeby tak wykadrował, żebym był na zdjęciu i ja widoczny i ta budowla. Okazało się, że tak się nie bardzo da. Dlatego ostatecznie wykadrowałem siebie z tego całego zdjęcia i taki przynajmniej jest z niego pożytek, że się uwieczniłem. Poniżej.

Na rynku w Nowym Stawie
Z Nowego Stawu trasa wiodła do Nowego Dworu Gdańskiego, ale jakoś trudno się nam było zmobilizować do dalszej drogi. Zaczęliśmy, o zgrozo, rozważać możliwość podjechania do celu autobusem. Przyznam się, że byłem za, a nawet przeciw temu pomysłowi. Z jednej strony argumentowałem, że nie po to przyjechałem na OWRP, żeby sobie dupę podwozić autobusami, ale z drugiej strony duch był we mnie mdły tego pierwszego dnia, a poza tym pogoda straszyła kolejnymi deszczami. W końcu pobiwszy się z myślami swoimi i moich współtowarzyszy zdecydowałem, że możemy jechać, jeśli oni też mają chęć.
Okazało się, że chętnych do podjechania było sporo i to byli w większości turyści z naszej trasy OWRP. To mnie jeszcze do końca nie przekonało o słuszności podjętej decyzji, ale to, co zdarzyło się w czasie jazdy już zdecydowanie tak. Ale o tym napiszę już w kolejnej notce.






