Drugi dzień OWRP, a pierwszy dzień wędrówki i pierwszy dzień spędzony w całości na Rajdzie był pod pewnym względem przełomowy. I sporo się w nim, jak na jeden dzień, zdarzyło. Można by tym obdzielić kilka nudniejszych dni rajdu. A zaczęło się nieciekawie. Ranek był pochmurny i dżdżysty. To mnie od rana wprawiło w humor raczej wisielczy. Zanim zwinęliśmy namioty i wygrzebaliśmy się z miejsca noclegu, deszcz rozpadał się na dobre. Musiałem założyć na siebie ciężką, gumową pałatkę z demobilu Bundeswehry, pod którą pociłem się nie mniej niżbym mókł bez niej.

Jeszcze w komplecie ruszyliśmy w drogę. W komplecie, to znaczy razem z B. Przeszliśmy miastem do zamku, po czym biegnącą obok drewnianą kładką przekroczyliśmy Nogat. Na drugim brzegu rzeki postaliśmy chwilę, żeby opóźnić moment pożegnania. Zrobiliśmy sobie kilka pamiątkowych zdjęć na tle zamku i w końcu przyszła ta chwila, kiedy wyściskawszy się z B. poszliśmy we trójkę ulicą Wałową w kierunku Kałdowa, a B. zawróciła do miasta, żeby za czas jakiś odjechać do siebie do domu. Na poniższym zdjęciu jesteśmy we trójkę: ja, B. i P. Ponieważ B. poprosiła mnie, żebym jej facjaty na zdjęciach nie prezentował, więc ją rozmyłem. Dla towarzystwa rozmyłem też facjatę P.

Na tle zamku w Malborku

Na tle zamku w Malborku

Pogoda się nie poprawiała, podobnie jak mój humor, ale parłem twardo do przodu zakarbowawszy sobie, że im szybciej dojdziemy do celu, tym lepiej, najwyżej padnę gdzieś po drodze. Byłem zdesperowany i zdeterminowany.

Wkrótce zeszliśmy z drogi krajowej 55 na jakąś podrzędną drogę i szliśmy w kierunku Stogów, gdzie znajduje się cmentarz mennonitów. To jeden z największych i najdłużej “czynnych” cmentarzy. Podobno ostatni pochówek miał na nim miejsce w latach 80-tych zeszłego wieku. Chcieliśmy odnaleźć grób z tego pochówku, ale się to nam nie udało, choć obeszliśmy prawie cały cmentarz. Obejrzeliśmy też stojący koło niego kościół rzymskokatolicki wzniesiony na miejscu dawnego menonickiego zboru.R. robił zdjęcia w tej okolicy, ale ponieważ pogoda była nieciekawa, więc zamiast tamtych wrzucać tamte zdjęcia podlinkuję te, na których widać nie tylko sam cmentarz, ale także kościół w pięknym słońcu.

Wziąłem ze sobą na ten OWRP mojego GPS-a, dlatego mam zapis tras, które codziennie robiliśmy. Dane wrzucałem do serwisu Every Trail. Poniżej jest link do zapisu trasy pierwszego dnia: OWRP 2008 – 7 lipca

Cmentarz mennonitów znajdował się trochę z boku naszej trasy. To jest na mapie trasy ten “skok w bok”. Po jego zwiedzeniu zawróciliśmy, choć można było iść okrężną drogą, żeby nie deptać po własnych śladach. Pogoda jednak nie zachęcała do dłuższych spacerów, więc obraliśmy azymut na Nowy Staw. Zdecydowaliśmy się iść po zlikwidowanym torze kolejki wąskotorowej. Wydawało nam się, że to dobry pomysł, bo tor prowadził prosto i dokładnie do celu. Jednak po pierwszych stu metrach pożałowaliśmy wyboru. Tor był zarośnięty trawą, która była, co naturalne w czasie deszczu, nasiąknięta wodą. Nim doszliśmy do połowy trasy, w butach nam już chlupało. Niestety, zejść z toru mogliśmy dopiero na najbliższym skrzyżowaniu z drogą, bo przejście po otaczających łąkach groziło jeszcze większą powodzią w butach.

W końcu doszliśmy do drogi. Stały przy niej niewysokie, betonowe słupki. Przysiadłem na jednym i zdjąłem po kolei buty, żeby wylać z nich (dosłownie) wodę. Wyżąłem też przy tym skarpety. Sytuacja była niewesoła, ale mnie paradoksalnie niezmiernie rozbawiła. Jeszcze się na dobre nie rozpoczął dzień, a my już mamy powódź w butach. Jak u Hitchcocka – najpierw trzęsienie ziemi, a potem napięcie rośnie. :)

Nie wróciliśmy już na tor, choć prowadził dalej prosto do celu. Wybraliśmy asfalt. O ile pamiętam, to obyło się bez kolejnych niespodzianek i przez Tralewo oraz Laski doszliśmy do Nowego Stawu. Do celu naszej wędrówki tego dnia, czyli do Nowego Dworu Gdańskiego, mieliśmy jeszcze kawałek drogi, więc zdecydowaliśmy się zrobić tutaj popas.

Oceń tę notkę lub blog

Oceń tę notkę lub blog

Leave a Reply