Wyjazd do Wilna - część ósma
niedziela, 20 kwiecień 2008
Opuściłem się trochę w pisaniu tego bloga i wystawiłem cierpliwość moich czytelników na poważną próbę. Ale już jestem z powrotem i uzupełniam relację.
Tak jak wspominałem w poprzedniej notce, sobota była dniem pełnym wrażeń. Zaczęliśmy dzień jako turyści od zwiedzenia dwóch świątyń, których nazw nie pomnę, po czym poszliśmy do wileńskiego Zamku. Dokładniej do jego górnej części. Wspięliśmy się w tym celu na Wzgórze Giedymina.
Wiało tego dnia wyjątkowo mocno, więc odpuściliśmy sobie zwiedzanie tego, co pozostało po Górnym Zamku, a poszliśmy od razu do Wieży Giedymina. Wieża ta jest symbolem Wilna, a ponoć także symbolem całej państwowości litewskiej. Obecnie na jej szczycie powiewa litewska flaga wciągnięta na zamontowanym tam maszcie.
Chociaż dzień był, jak napisałem, bardzo wietrzny, to jednak o dziwo na samym szczycie wieży wcale nie wiało. Popatrzyliśmy sobie z góry na Wilno, a R. zrobił kilka zdjęć. Musicie uwierzyć na słowo, że widoki z tego miejsca są bardzo ładne. Nasyciwszy nimi oczy postanowiliśmy zejść do miasta. I licho nas podkusiło, żeby zejść inną drogą niż weszliśmy. Droga była bardziej stroma i śliska, ale największa niemiła niespodzianka czekała na nas na dole w postaci zamkniętej furtki. Co gorsza, teren, na którym się znaleźliśmy, można było opuścić tylko przez tę furtkę. Można się domyślić, że najszczęśliwsi z tego powodu nie byliśmy. Perspektywa wspinana się ponownie na górę była zniechęcająca. Zwykle w takich przypadkach potrzeba okazuje się matką wynalazków, czy może ogólniej, rozwiązań. Poradziliśmy sobie w dość nietypowy sposób i dobrze, że nikt nas przy tym nie widział. Przeszliśmy mianowicie, a raczej prześlizgnęliśmy się, pod furtką. Sam nie wierzyłem, że to się może udać, kiedy zobaczyłem, jaki był tam prześwit, ale udało się. Poniżej zamieszczam zdjęcie dokumentujące tę lukę w zabezpieczeniach wraz z moją nogą w celu zaznaczenia proporcji.

Wyszedłszy na ulicę obeszliśmy zabudowania Zamku Dolnego. Mieści się w nim obecnie m.in. muzeum i nawet rozważaliśmy możliwość zwiedzenia go, ale ostatecznie się nie zdecydowaliśmy. Weszliśmy tylko na dziedziniec, gdzie znajdowała się dolna stacja kolejki szynowej kursującej na Wzgórze. Szkoda, że nie przyszło nam wcześniej do głowy, żeby z niej skorzystać. Nie musielibyśmy się przeciskać przez zamknięte furtki.
Idąc dalej minęliśmy pomnik Mendoga, po czym udaliśmy się w kierunku pałacu prezydenckiego, żeby wziąć udział w uroczystościach Dnia odbudowania Państwa Litewskiego. Tak się akurat szczęśliwie złożyło, że obchody przypadły akurat w czasie naszej obecności na Litwie, więc zdecydowaliśmy się je obejrzeć.
Gośćmi tej uroczystości byli m.in. przywódcy pozostałych dwóch państw bałtyckich, dlatego na trzech masztach powiewały flagi Litwy, Łotwy oraz Estonii i hymny tych trzech krajów zostały odegrane na początku uroczystości. Ale był też bardzo miły, przynajmniej według mnie, polski akcent. Co prawda masztów starczyło tylko na trzy flagi, ale na pałacu prezydenckim wisiały cztery, a czwartą była właśnie flaga polska.
Gośćmi tej uroczystości byli m.in. przywódcy pozostałych dwóch państw bałtyckich, dlatego na trzech masztach powiewały flagi Litwy, Łotwy oraz Estonii i hymny tych trzech krajów zostały odegrane na początku uroczystości. Ale był też bardzo miły, przynajmniej według mnie, polski akcent. Co prawda masztów starczyło tylko na trzy flagi, ale na pałacu prezydenckim wisiały cztery, a czwartą była właśnie flaga polska.
Kiedy doszliśmy na miejsce uroczystości, udało nam się stanąć dość blisko centrum wydarzeń. Dostaliśmy litewskie papierowe chorągiewki, które ktoś rozdawał. Ja swoją wetknąłem za pazuchę i paradowałem z nią do końca dnia, po czym dowiozłem ją do domu, a moi współtowarzysze szybko gdzieś swoje zgubili.
Uroczystości nie trwały szczególnie długo, więc nas nie zmęczyły. Może tylko huk salw armatnich trochę nam zakręcił na chwilę w głowie. Wkrótce było po wszystkim i ludzie zaczęli się rozchodzić. Udało mi się przy tej okazji zobaczyć na żywo i to zaledwie kilka metrów ode mnie legendę litewskiego ruchu niepodległościowego, honorowego przewodniczącego Sajudisu (pamiętacie jeszcze, co to za organizacja?) samego Vytautasa Landsbergisa.
Po uroczystościach udaliśmy się w kierunku Ostrej Bramy, ale zanim tam doszliśmy, weszliśmy po drodze do cerkwi, gdzie byliśmy świadkami ślubu. Chcieliśmy zostać tam dłużej, ale przepędziła nas jakaś baba z miotłą (pewnie czarownica). Idąc dalej zaszliśmy też do lokalu, żeby skorzystać z ubikacji. Ale ponieważ tam było ciepło, a na dworze zimno, więc zdecydowaliśmy się zostać trochę dłużej. Zamówiliśmy kawę oraz coś mocniejszego. Była to nalewka żurawinowa - Bobelinė. Tym razem obyło się bez wybrzydzania, bo nalewka obu nam smakowała. Ja nawet kupiłem sobie później butelczynę tej nalewki w sklepie i teraz stoi czekając na dobrą okazję do rozpieczętowania.
Wypiwszy kawę kontynuowaliśmy spacer w stronę Ostrej Bramy, która była już tylko o kilka kroków dalej. Ale o tym napiszę już w kolejnej notce. :)






poniedziałek, 21 kwiecień 2008 at 9:15 pm
Kolejny dzień pełen wrażeń :) A nie łatwiej było przejśc górą, nad ogrodzeniem ? Piszę tak, bo ja bym się raczej nie przecisnął dołem ;) Byliście świadkami państwowego święta i omało nie świadkami ślubu… tak chyba najlepiej poznaje się kulturę drugiego kraju. Widzę, że nawet zapalałeś uczuciem do Litwy wtykając sobie inszą flagę za pazuchę :) Miło słyszec o polskich akcentach na obczyźnie (polska flaga). Żurawinka brzmi zdecydowanie apetyczniej :) Niedługo, jak już nie jesteś, będziesz konesem trunkóm litewskich :)
poniedziałek, 21 kwiecień 2008 at 10:36 pm
@Robert: Pierwsza myśl była taka, żeby przejść górą, ale konstrukcja ogrodzenia nie sprzyjała. :)
Żurawinówka nie tylko brzmi apetyczniej, ale i jest smaczniejsza. A koneserem trunków litewskich praktycznie już jestem. :)
środa, 23 kwiecień 2008 at 12:00 pm
Ciekawe zdarzenia mieliscie po drodze , fajnie sie czyta , dziekuje i pozdrawiam :)
PS - w ostatnim akapicie wyszedl humor zeszytow , wiec zanim ktos sie polapie , zmien szyk wyrazow , w razie potrzeby sluze pomoca , mejluj .
czwartek, 24 kwiecień 2008 at 10:01 przed południem
@Sad.a.5: Przeredagowałem całą końcówkę notki. Mam nadzieję, że teraz nie ma w niej już żadnych językowych niezręczności lub są ewentualnie takie, które się nie rzucają w oczy. :)
czwartek, 24 kwiecień 2008 at 4:24 pm
Teraz jest super ( ” Poniewaz w lokalu bylo cieplo …” , zeby - w domysle - nic innego tam nie bylo ) , pozdrawiam :)