Wyjazd do Wilna – część siódma
poniedziałek, 31 marzec 2008
Kolejna z Litwy notka poświęcona będzie Karaimom. Wracając z zamku w Trokach zaszliśmy do karaimskiej knajpki. Mieliśmy do wyboru dwie i nie pamiętam, czy zdecydowaliśmy się na tańszą, czy na lepszą. W każdym razie tłoku w środku nie było. Jeśli dobrze pamiętam, to z menu wybraliśmy sobie na początek jakieś zupy (może R. mi przypomni, co to było, to dopiszę później) no i oczywiście tradycyjne danie kuchni karaimskiej, czyli kibinai. Po naszemu to się chyba nazywa kybyny i są to duże pierogi nadziewane mięsem i pieczone w piekarniku. Mnie to trochę przypominało z wyglądu kebab albo rzeczywiście przerośniętego pieroga.
Żeby być bardziej karaimskim od Karaimów, zamówiłem oczywiście kybyna z baraniną (były jeszcze m. in. z wołowiną). Z pewnym niepokojem oczekiwałem na swoją porcję, a dlaczego, to wie chyba każdy, kto w życiu próbował baraniny. Mięso baranie ma bowiem specyficzny posmak i trzeba albo umiejętnie je przygotować albo… po prostu polubić to mięso. Moje obawy były bezpodstawne. Kybyn z baraniną zasmakował mi, choć przyznaję, że miał coś w smaku nietypowego. Jednak pod żadnym względem nie dyskwalifikowało to tego dania.
Wierni postanowieniu, żeby próbować przy każdym poważniejszym posiłku litewskich alkoholi, tym razem zdecydowaliśmy się na Starkę. Skłamałbym, gdybym napisał, że przypadła mi do gustu, bo nie przypadła. W smaku przypominała mi koniak z kategorii tych, których nie lubię. Ale przyzwyczajony do takich smaków spożyłem swoją porcję bez jakiegoś specjalnego obrzydzenia. Za to R. męczył się wyjątkowo nad swoim kielonkiem i na pewno jeszcze nie raz usłyszę słowo “starka” w kontekście “jakieś obrzydlistwo”.
Tak nam się fajnie siedziało w tej ciepłej knajpce (za oknem mocno wiało i na dodatek był mróz), że postanowiliśmy przedłużyć tam swój pobyt. W tym celu ja zamówiłem na deser jabłko zapiekane w cieście. Coś pysznego. Nie będę nawet próbował opisywać tego dania. Sami jedźcie, zamówcie i spróbujcie. Albo zróbcie sobie w domu, jeśli gdzieś znajdziecie przepis.
Wreszcie najedzeni i rozgrzani posiłkiem, alkoholem i przyjemną atmosferą musieliśmy ruszyć w dalszą drogę. Planowaliśmy wejść do muzeum społeczności karaimskiej, ale byliśmy tak rozleniwieni po obiedzie, że sobie to odpuściliśmy. Zamiast tego R. zrobił kilka zdjęć na pamiątkę. Między innymi sfotografował trocką kenesę (albo kienesę), czyli karaimską świątynię. Wrzucam poniżej to zdjęcie.

Zrobił też kilka zdjęć, na których uwiecznił karaimskie domy. Ich specyficzną cechą jest fakt, że do ulicy ustawione są bokiem, a w ścianie wzdłuż ulicy maja trzy okna. Wydawać by się mogło, że to żadna wielka specyfika, ale te trzy okna mają swoje konkretne przeznaczenie: jedno jest dla Boga, drugie jest dla księcia Witold, a wreszcie trzecie dla domowników. Na zdjęciu poniżej R. w swobodnej pozie na tle karaimskiej chałupy.

Nasza wizyta w Trokach dobiegała powoli końca. Robiło się ciemno, więc ruszyliśmy w stronę dworca. Ja uparłem się, żeby tym razem pojechać pociągiem. I dopiąłem swego, bo pociąg w dość rozsądnej godzinie z Trok do Wilna jechał. Dworzec kolejowy okazał się niezbyt przyjazny. Nigdzie toalet. Kasa i poczekalnia zamknięte kilka godzin wcześniej. Zupełnie ja w Polsce gdzieś na prowincji. Pociąg, który nadjechał, też chyba pamiętał jeszcze czasy nieboszczyka ZSRR. Ale miał kilka niewątpliwych zalet: był ciepły, przestronny i prawie pusty. Pewnym usprawiedliwieniem zarówno wyglądu dworca, jak i pociągu może być fakt, że tory w Trokach się kończą. A przynajmniej dworzec stoi przy takiej ich odnodze, która nie ma dalszego ciągu. Jadąc do Trok pociągiem trzeba odbić w pewnym miejscu z linii prowadzącej z Wilna na Białoruś. Nic dziwnego więc, że na takiej trasie pociągi jeżdżą dość rzadko, a i dworzec jest czynny tylko w określonych godzinach.
Bilety kupiliśmy u konduktora, co kosztowało nas 3,40 Lt od głowy. Jechaliśmy mniej więcej tyle czasu, ile autobusem, ale w zdecydowanie bardziej komfortowych, według mnie, warunkach. Po dojechaniu na miejsce zrobiliśmy jeszcze zakupy w Maximie na dworcu. R. zaopatrzył się w jakieś warzywa, więc i ja pomyślałem, że warto sobie urozmaicić jadłospis. Wziąłem więc pomidory… konserwowe (bardzo smaczne) i czosnek konserwowy. Ten drugi zakup miał bardzo daleko idące konsekwencje. Tak mi ten czosnek w postaci marynaty zasmakował, że po powrocie do Polski zaraz kupiłem sobie kolejny słoiczek. I tutaj czekało mnie rozczarowanie, bo ten polski był zupełnie pozbawiony smaku. Tak, jakby go zagotowano przed rozlaniem do słoików. Myślałem, że to tylko ten jeden tak ma i kupiłem czosnek innego producenta i… znów to samo. W końcu udało mi się znaleźć taki, który smakiem najbardziej przypomina to, co konsumowałem na Litwie. Całe szczęście, bo chyba bym z następnego wyjazdu na Litwę wrócił z kartonem słoików marynowanego czosnku. Dodam gwoli wyjaśnienia, że czosnek ten nie był na słodko i nie dodano do niego żadnego kminku. ;)
Po zakupach potoczyliśmy się do naszego miejsca zamieszkania, gdzie po kolacji zmęczeni dość szybko zasnęliśmy. Następny dzień okazał się być pełnym wrażeń, ale o tym napiszę w kolejnych notkach.







sobota, 19 kwiecień 2008 at 2:25 pm
Czekam na ten obiecany dzien pelen wrazen i czekam , brzmi obiecujaco , pozdrawiam :)
niedziela, 20 kwiecień 2008 at 8:39 pm
@Sad.a.5: Trochę zapuściłem tego bloga, ale już nadrabiam. Zaraz napiszę kolejną notkę, ale nie wiem, czy dojdę w niej do tych mocnych wrażeń, jakie mieliśmy. :)
poniedziałek, 21 kwiecień 2008 at 9:06 pm
To był kulinarny dzień :) Takiego gigantyczneo pierożka to bym zjadł, ale niekoniecznie z baraniną. Może dlatego, że jeszcze w życiu nie jadłem tego mięsa ? Starka brzmi jak coś starego i obrzydliwego, takiego coś z półotwartej butelki przechowywanej w zastęchłej piwniczce :) Czosnek to samo zdrowie, ale jak z oddechem ? :)
poniedziałek, 21 kwiecień 2008 at 10:15 pm
@Robert: Skoro nie jadłeś baraniny, to jeśli najdzie Cię ochota, to upewnij się, że przygotuje ją kucharz dobry w swoim fachu. Wtedy jest szansa, że będzie smaczna. :)
Starka to tradycyjna także polska wódka. Zresztą, co ja Ci będę opowiadał, sam poczytaj:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Starka :)
A czosnek konserwowy oddechu nie psuje. Przynajmniej tak wynika z mojego doświadczenia. :)