Wyjazd do Wilna – część czwarta

niedziela, 2 marzec 2008

    Poprzedni wpis zakończyłem na cudownym kamieniu, ale nie był to koniec naszego zwiedzania Wilna tego dnia. Z okolic katedry wybraliśmy się jeszcze na pasaż Gedymina (za czasów ZSRR był to pasaż Lenina). Pasaż ten to typowa ulica handlowa. Coś jak Piotrkowska w Łodzi, tyle że z jezdnią.
    Ponieważ zrobiło się zimno, więc postanowiliśmy wejść gdzieś się ogrzać. I akurat trafiła się galeria handlowa. O dziwo, z zewnątrz ten budynek wyglądał niepozornie. Jak jedna z wielu kamienic. Tymczasem w środku mieściło się kilka kondygnacji sklepów.
    Obeszliśmy wszystkie (przynajmniej z zewnątrz), a do księgarni zalogowaliśmy się nawet na dłużej. Język litewski na tyle mnie zainteresował, że chciałem sobie kupić przynajmniej jakieś rozmówki litewsko-polskie, ale nie udało mi się takich znaleźć. Prędzej kupiłbym słownik litewsko-japoński niż rozmówki.
    W księgarni były oprócz książek litewskich także polskie, a nawet wydanie “Historii filozofii” prof. Tatarkiewicza po litewsku. Mam polskie wydanie tej książki i uważam, że to najprzystępniej napisana historia filozofii. Po litewsku nie kupiłem, choć taka myśl też mi do głowy przyszła.
    Obszedłszy wszystkie sklepy, których nie powstydziłyby się galerie handlowe w Polsce, przed samym wyjście wymieniłem jeszcze w kantorze 50 euro na lity, bo kasa mi się prawie skończyła po zapłaceniu za obiad. Ze względu na podbierające mnie przeziębienie udaliśmy się do apteki, gdzie postanowiłem się zaopatrzyć w jakiś środek, którym bym się szybko wykurował. Zdecydowałem się na Coldrex MaxGrip. Poprosiłem o niego ograniczając się wypowiedzenia jego nazwy. To jedyne słowa, jakie padły z moich ust, a mimo to kobieta za ladą zorientowała się, że ma do czynienia z cudzoziemcem, bo chcąc ode mnie drobniaki najwyraźniej nie chciała oznajmić mi tego werbalnie, ale szukała jakiegoś innego sposobu. Skutecznie, bo domyśliłem się, o co chodziło. Ale ta sytuacja mnie tak zaskoczyła, że zapytałem potem R., czy ja mam gdzieś na plecach napisane, że nie jestem z Litwy? A może nazwę tego kupowanego preparatu wymówiłem z obcym akcentem? W końcu to, że nie powiedziałem “poproszę” (po litewsku) mogło równie dobrze znaczyć, że jestem gburem, a nie cudzoziemcem. ;)
    W tym samym budynku zajrzeliśmy jeszcze do sklepu spożywczego sieci Maxima. Tutaj zaopatrzyłem się w chleb, masło (które po litewsku nazywa się sviestas, żeby było ciekawiej) i kilka innych drobiazgów. Jeśli dobrze pamiętam, to R. kupił tego dnia Trejos Devynerios, którego całkiem sporo tego wieczora skonsumowaliśmy (w końcu były Walentynki; a święta zgodnie z przykazaniem kościelnym należy święcić).
    Po zakupach wróciliśmy na kwaterę. Wszyscy odczuwaliśmy trudy tego dnia, a my z R. dodatkowo byliśmy pokrzepieni słuszną porcja litewskiej nalewki, więc dobrze nam się tej nocy spało. Podobno to, co się śni pierwszej nocy na nowym miejscu ma jakieś znaczenie. Mnie się śnił A., ale nie pamiętam kontekstu. Rano nie próbowałem nawet tego snu sobie przypominać, a sen nie utrwalony, jak wiadomo, szybko się ulatnia. Na sobotę mieliśmy zaplanowany wyjazd do Trok i tym przede wszystkim zaprzątałem sobie głowę. Ale o tym napiszę już w kolejnej części.

Oceń tę notkę lub blog

Oceń tę notkę lub blog

6 Responses to “Wyjazd do Wilna – część czwarta”

  1. sad.a.5 Says:

    Jaka jest ta nalewka , jestem ciekawa , ziolowa , gorzkawa , slodkawa ,czy jeszcze cos innego , dopisz wiecej informacji , w miare mozliwosci , o ile cos jeszcze do dzis pamietasz , pozdrawiam :)

  2. romanjas Says:

    To jest nalewka ziołowa (z dwudziestu kilku ziół). W smaku raczej wytrawna. :)

  3. Robert Says:

    Walentynki… Dobrze Wam się spało… No ok, ja nic nic insynuować :)) Myślę, że jednak to wita akcentu.

  4. romanjas Says:

    @Robert: Ty lepiej nic nie insynuować. :) Nam się dobrze spało, ale każdemu we własnym łóżku, a Walentynki jako pretekst do świętowania wymyśliłem już po powrocie, żeby nie było tak, żeśmy tam bez okazji się alkoholizowali jak jakieś alkoholiki. ;))

  5. Spidi Says:

    Ktoś Mnie sprowokował do skomentowania! 1. Cerkiew Trójcy Przenajświętszej 2. Ulica Piotrkowska jak sama nazwa wskazuje też jest ulicą tylko z ograniczonym ruchem pojazdów 3. 14. II to w/g kościoła katolickiego święto św. Cyryla i Metodego patronów Europy, a nie św. Walentego;)

  6. romanjas Says:

    @Spidi: Już się tak nie kryguj. ;)
    1. Niech jej będzie i Trójcy Przenajświętszej. :)
    2. Zdaje się, że na Piotrkowskiej nie ma jezdni jako takiej, a pierwszeństwo mają piesi? Przynajmniej taką ją pamiętam, kiedy ostatni raz ją widziałem ładnych parę lat temu. A po Prospekcie Giedymina samochody śmigają bez ograniczeń jak po każdej zwykłej ulicy. :)
    3. Myślę, że poza garstką dyżurnych babć kościelnych, ministrantów i kleru mało kto to wie, czyje to właściwie jest święto. Dla większości, zwłaszcza młodzieży, to Walentynki i już. ;)

Leave a Reply