Wyjazd do Wilna – część trzecia
środa, 27 luty 2008
Poprzednią część zakończyłem w momencie wyjścia na miasto. W kolejnej części postaram się opisać, co podczas tego pierwszego spaceru zwiedziliśmy. Uprzedzam jednak, że może to być zestawienie niekompletne, bo nie mam przed nosem mapy Wilna i będę sobie ten spacer odtwarzał wyłącznie z pamięci.
Na pewno zaczęliśmy od obiadu. Zjedliśmy go w knajpce znajdującej się tuż przy moście “granicznym” znanej z tego, że w niej obraduje rząd Republiki. Akurat nie obradował, kiedy wybraliśmy się na obiad. Ale na ścianie wisiała Konstytucja republiki, której jednak z racji nieznajomości języka nie mogliśmy w całości poznać. Kilka wyjątków miał w swoim przewodniku R. Oto niektóre zapisy, jakie udało mi się znaleźć w Sieci:
Każdy ma prawo żyć nad rzeką Wilenką.
Każdy ma prawo do ciepłej wody, ogrzewania w zimie i całego dachu nad głową.
Każdy ma prawo być niepowtarzalny.
Każdy ma prawo do popełniania błędów.
Każdy ma prawo być szczęśliwy.
Każdy ma prawo być nieszczęśliwy.
Każdy jest odpowiedzialny za swoją wolność.
Każdy ma prawo umrzeć, ale nie jest to obowiązkowe.
Na obiad zdecydowaliśmy się z R. zjeść bliny, a P. wziął bardziej “polski” obiad. My dwaj dodatkowo zamówiliśmy po kieliszeczku Suktinisa. Za obiad złożony z 3 zup dnia, dwóch porcji blinów i jednego kotleta z kurczaka z dodatkami, dwóch kaw, herbaty i dwóch kieliszków Suktinisa zapłaciliśmy 77,10 Lt. Średnio wyszło po 20 Lt za obiad na głowę (nie licząc alkoholu). Wzmocnieni obiadem ruszyliśmy dalej.
Zaczęliśmy od zwiedzenia cerkwi. Niech mi św. Cyryl z Metodym wybaczą, ale nie mam pamięci do wezwań, więc nie wiem, komu ta cerkiew była poświęcona. Grunt, że była ładna. Po cerkwi poszliśmy zwiedzić Uniwersytet Wileński. Wstęp był tam za opłatą, ale bezskutecznie próbowaliśmy nabyć bilety (w lokalu, gdzie je sprzedawano, nie było nikogo). Zdecydowaliśmy więc, że wejdziemy za darmo. Obejrzeliśmy sobie między innymi siedzibę głowy państwa od strony dziedzińca, który sąsiaduje z uniwersytetem. Zdjęcie jest poniżej.

Na jednym z dziedzińców Uniwersytetu znaleźliśmy tablicę poświęconą drugiemu rektorowi tej uczelni. Poniżej zamieściłem jej zdjęcie. Sami sobie odczytajcie, któż to. Chyba nie będziecie mieli problemów z wskazaniem najważniejszego dzieła jego życia? :)

Kolejnym punktem zwiedzania była katedra, która, gdyby nie krzyż, kościoła w ogóle by nie przypominała. Weszliśmy do środka tuż przed śnieżną zadymką, która właśnie się rozpętała. Obeszliśmy sobie całą świątynie, zajrzeliśmy do kaplic, po czym poczekaliśmy jeszcze chwilę, bo przyuważyłem, że w zakrystii ubierał się w szaty liturgiczne jakiś gość w piusce. Okazało się, że trafiliśmy na mszę, która odprawiał jakiś biskup (może arcybiskup Wilna?). Postaliśmy chwilę, po czym nic nie rozumiejąc z kierowanych do nas przez jego ekscelencję słów ewakuowaliśmy się na zewnatrz budynku, którego zdjęcie wrzuciłem poniżej.

Na placu między katedrą a dzwonnicą znajduje się specjalne miejsce oznaczone na pamiątkę tzw. Bałtyckiego Łańcucha, który połączył w 1989 roku mieszkańców trzech nadbałtyckich republik. Podobno każdy, kto stanie na tym kamieniu, pomyśli sobie życzenie i obróci się o 360 stopni, może liczyć na to, że jego życzenie się spełni.Ja co prawda w cuda nie wierzę, ale stanąłem na tym kamieniu i obróciłem się dookoła. W końcu jeśli jednak cud się zdarzy, to nie odmówię skorzystania z jego skutków. ;) Poniżej na zdjęciu kamień z naszymi nogami.

Mieliśmy tego dnia jeszcze trochę wrażeń, ale ja dziś już nie mam siły o nich pisać. Dlatego z ciągiem dalszym relacji wstrzymam się do kolejnej, czwartej, części opisu. :)







czwartek, 28 luty 2008 at 1:21 pm
Jaka jest wartosc litewskiej waluty wobec zlotowki ? Nie wiem , czy zapalciliscie duzo , czy malo ?
czwartek, 28 luty 2008 at 1:38 pm
@Sad.a.5: Kiedy tam byliśmy, kurs wymiany był praktycznie 1 do 1. :)
piątek, 29 luty 2008 at 11:31 am
Piękny jest ten Uniwerek, także Katedra niczego sobie. Za obiad i to taki wypaśny rzeczywiście nie zapłaciliście dużo. Ja chcę tam jechać :) Nawet mimo inflacji :) A ten kamień gdzuie trzeba się obrócić: może tam powinien pojechać Tusk ? :)
piątek, 29 luty 2008 at 5:08 pm
@Robert: Widzę, że Ci się spodobało. Może powinienem napisać uwagę do bloga, że autor nie gwarantuje swoim naśladowcom równie przyjemnych chwil? ;)
A Tuskowi rzeczywiście można by ten kamień polecić. :)